© Copyright 2021 - Przystań Miłosierdzia 

W minionym tygodniu pożegnaliśmy naszą najstarszą parafiankę, 100-letnią panią Stefanię. Wspaniały człowiek i gorliwa katoliczka. W tytule nazwałem ją „Panią Stefanią od dusz czyśćcowych”, dlaczego? O tym za chwilę.

 

Pani Stefania podczas swojej długiej ziemskiej pielgrzymki niezachwianie wierzyła w Jezusa Chrystusa i często z Nim się jednoczyła. Świadczyła o tym jej – w sumie jeszcze do niedawna - obecność nie tylko na niedzielnej, ale i codziennej mszy świętej, przyjmowana Komunia święta, a także codzienna modlitwa. W ostatnim czasie Jej życia, Chrystus Eucharystyczny, przez posługę kapłańską oraz szafarzy nadzwyczajnych przybywał do jej domu. Ostatni raz, z łaską odpustu zupełnego, było to w poniedziałek po bożonarodzeniowych świętach. To ostatnie ziemskie spotkanie sakramentalne przygotowało śp. Stefanię na spokojne niedzielne odejście w miłujące ramiona Ojca niebieskiego. W akcie zgonu przeczytać możemy, że było to o godz. 11.00, to tak jakby chciała zdążyć jeszcze przed Aniołem Pańskim, by z Maryją, którą kochała bezgranicznie, wysłuchiwać płynących w samo południe z ziemskiego padołu modlitewnych pień.

 

Po­stawa życiowa zmarłej Stefanii, daje nam pew­ność, że już cieszy się ona oglądaniem Boga twa­rzą w twarz. Jestem pełen ufności, że już odziedziczyła mieszkanie w naszej prawdziwej ojczyź­nie, którą jest niebo. Tę ufność, a nawet przekonanie budzi we mnie podkreślony na wstępie „tytułowy fakt”, którym pragnę się podzielić. Otóż, Pani Stefania miała zwyczaj co miesiąc przez cały rok dawać cztery, a niejednokrotnie przychodziła i domawiała dodatkowe, intencje:

- dwie o nawrócenie grzeszników

- i dwie natomiast za cierpiących w czyśćcu.

 

Arcybiskup Fulton Sheen powiedział: "Wchodząc do nieba wielu z nich będzie podchodzić do nas, dziękując nam. Zapytamy: Kim oni są?, a oni odpowiedzą: biedną duszą z czyśćca, za którą się modliłeś".

 

Bardzo wierzę, że te „biedne dusze z czyśćca” tak bardzo mocno obmodlone przez panią Stefanię już ją wciągnęły do nieba.

 

Przy okazji przedstawiam fragment ciekawego świadectwa s. Agnieszki, franciszkanki, umieszczonego w jednej z „Niedziel”:

 

„Byłam młodą zakonnicą, rozpoczęłam naukę w szkole pielęgniarskiej. Mieszkałam w klasztorze. Pewnej nocy poczułam, że ktoś wszedł do pokoju, ale nikogo nie widziałam. Na pytanie, kim jest, nie otrzymałam od przybysza żadnej odpowiedzi. Wówczas poczułam paraliżujący strach. Gdy zjawa zniknęła, zerwałam się z łóżka, padłam na kolana i zaczęłam się żarliwie modlić. Prosiłam Boga, by nigdy więcej nikt z tamtego świata do mnie nie przychodził, bo zwyczajnie po ludzku się boję. W zamian obiecałam stałą modlitwę za dusze czyśćcowe. (…)

 

Zaczęłam praktykować modlitwę za dusze czyśćcowe. Z czasem przekonywałam się coraz bardziej o jej skuteczności. (…)

 

Nigdy nie oczekiwałam jakichś szczególnych czy wyjątkowych doznań, przekonałam się jednak, że ich wstawiennictwo ma niezwykłą moc. Kiedy idę do pracy, nieraz na nocną zmianę, przechodzę koło cmentarza, i wtedy rozmawiam z duszami czyśćcowymi. Proszę: – Pomóżcie mi, aby ten dyżur był spokojny, ja też wam pomogę modlitwą. I te dyżury są spokojne.”

 

Nie wiem o co w swoim życiu prosiła pani Stefania, ale wiem, że nie ustawała w prośbie o rychłe niebo dla dusz czyśćcowych i jestem pewny, że już cieszy się ich wdzięcznością w domu Ojca.

 

Piszę o tym, aby zachęcić Czytelników do modlitewnej pamięci o cierpiących w czyśćcu, a w tej zachęcie niech pomocne będą słowa świętej Katarzyny ze Sieny: „Nie ma takiej prośby, która nie byłaby wysłuchana przez Pana Boga, jeśli jest ona zanoszona za przyczyną dusz w czyśćcu cierpiących”.

 

Pani Stefania od dusz czyśćcowych

10 stycznia 2021

Przystań

Miłosierdzia