© Copyright 2021 - Przystań Miłosierdzia 

(...) Ksiądz odpowiedział, że jest to grzech ciężki. Trudniej mi pisać te artykuły w tygodniu, kiedy pracuję na pełen etat. Czy sam fakt, że mimo takiej odpowiedzi chciałabym, żeby to jednak nie był grzech i wewnętrznie żałuję, że jest, powoduje, że jest to wyraz "przywiązania do grzechu" co uniemożliwia mi uzyskanie odpustu zupełnego dla zmarłego? Czy to, że odpowiedź uzyskałam w sakramencie spowiedzi przekreśla w ogóle inną interpretację?

Przecież rozmaite rzeczy są różnie oceniane nawet przez księży, na przykład niedzielne zakupy (czy wiedząc, że po mszy pójdę do sklepu po papierosy, mogę przystąpić do komunii?) są dla jednych grzechem ciężkim, dla innych - lekkim. Albo ściąganie książek i artykułów z internetu bez zastanawiania się czy zostały tam zamieszczone w ramach użytku dozwolonego (przyznaję, że nie zawsze zwracałam na to uwagę i teraz mnie to męczy). Jedni księża uważają, że to w ogóle nie jest grzech, dla innych jest to już kradzież. Czy gdyby jednak pisanie artykułów nie okazało się grzechem, a zostałabym członkiem projektu naukowego, za co przewidywano by wynagrodzenie - to w tym momencie grzechem by się stało?
Bóg zapłać za odpowiedź.
 
Tak, to prawda, że my, księża, podobnie jak wierni świeccy różnimy się w ocenie grzechu. Zarówno w tym czy jakiś akt jest nim czy nie jest, a jeżeli jest to czy jest to grzech śmiertelny czy powszedni. Nie mam wątpliwości, że jest to uzależnione od stopnia wyczulenia sumienia. Ale. Myślę też, że niestety „winę” (proszę zwrócić uwagę, że piszę to w cudzysłów!) ma w tym także rozumienie tajemnicy Bożego miłosierdzia. Generalnie zasada jest taka, że każda praca niekonieczna wykonywana w dzień Pański jest grzechem.
 
W przypadku tego konkretnego pytania, Autor musi sobie najpierw szczerze odpowiedzieć: czy naprawdę(!) nie ma czasu na pisanie tych tekstów w tygodniu? Jeśli naprawdę nie, to – tak mi się wydaje -, sprawa jest poza dyskusją. Jeśli staram się, obok realizacji tej pasji, należycie uczcić Pana w Jego dniu, to nic nie stoi na przeszkodzie, by rozwijać się naukowo. Należałoby również zadbać o właściwą proporcję przeznaczanego czasu. Oczywiście, zadaję sobie sprawę z tego, że ktoś może mi w tym miejscu powiedzieć: „A ja nie mam czasu w tygodniu skosić trawy w ogrodzie… Czy, w tej kwestii, jest różnica między pracą umysłową a fizyczną?” Jedyne co mogę odpowiedzieć, to powtórzyć: „Z ręką na sercu” (jak to się popularnie mówi) odpowiedz sobie, czy naprawdę nie masz tej chwili czasu w tygodniu?
 
Dodam jeszcze, że fakt, że „chciałabym, żeby to jednak nie był grzech i wewnętrznie żałuję” niczego nie zmienia. I na koniec pyta Autor czy gdyby został „członkiem projektu naukowego, za co przewidywano by wynagrodzenie - to w tym momencie grzechem by się stało?” Myślę, że w takiej sytuacji praca nad wspomnianym projektem byłaby zwyczajną pracą zawodową i można by ją wykonywać w tygodniu. 

 

Mam kłopot z rozeznawaniem wagi grzechów. Ostatnio zapytałam spowiednika, czy pisanie artykułów naukowych w niedzielę jest grzechem. Dodam, że zawodowo wykonuję zupełnie inną pracę, a aktywność na polu naukowym to raczej hobby (...)

Czy każda praca w niedzielę jest grzechem?

08 maja 2021

Zapytaj o wiarę

Przystań

Miłosierdzia